| wiedzmyblog - archiwum: Do 24 jest kalendarzowe lato, ja chcę lato - no! |
Do 24 jest kalendarzowe lato, ja chcę lato - no!
Traktat o łuskaniu fasoli, bo przecież każdy robił głupie rzeczy w szkole, gorzej jeśli kończąc ją, nie przestaje. W podstawówce ostatnia lekcja kończyła się chwile przed dzwonkiem, każdy – KAŻDY był już spakowany, siedział w ławce zwarty i gotowy. Dzwonek, moi państwo rozpoczynał bieg długodystansowy do szatni. Głupota, ale wtedy była to jedna z najlepszych, szkolnych rozrywek, lepsze niż czwartki lekkoatletyczne, bez kitu. Wyobraź sobie chmarę dzieciaków biegnących przez jeden korytarz, zakręt, holl i długi, główny korytarz, na finiszu rzut plecakiem, który zatrzymywał się po przejechaniu piętnastu metrów szkolnej posadzki, zazwyczaj na kaloryferze – tego nikt nie widział, każdy biegł dalej. Szatnia w piwnicy, schody wąskie jak cholera i banda bachorów, bo czemu nie. Nadal dziwię się, że nikt się tam wtedy nie połamał. Szatnia w piwnicy, zajebista sprawa – zwłaszcza, że klasowo mieliśmy zmieścić się w boksach dwa metry na cztery – nie byłoby to trudne gdyby każdy nie ładował się tam w tym samym momencie i gdyby jednocześnie nie gasili światła. Piski, wrzaski, przewracanie się w ciemnościach, od czasu do czasu panika. To była zabawa, to był szczyt szaleństwa. A teraz pokaż mi dzieciaka, który w wieku 11 lat będzie bawił się w ten sposób? Nie znajdziesz. I nawet nie wiem co się stało, co mnie nagle naszło. Po prostu przypomniałam sobie, że od kilku dobrych lat nie robiłam czegoś równie durnego, a przypomniałam o tym sobie, czytając książkę. Specyfika komunikacji miejskiej, zero prywatności – czytam, ktoś spogląda mi bezczelnie przez ramię, rozmawiam przez telefon, nasłuchują, ktoś rozmawia – jasne, że ja, słucham. Tłok ścisk, kontakt chciany czy niechciany. Ale, w miarę możliwości można się postarać zostać anonimowym, jeśli się chce, oczywiście. Wsiadamy dziś z Magdą do 710 na kwiskiej, całkiem kulturalnie, mało ludzi, usiadłyśmy nawet. Celna uwaga Selwy, że miejsca przednie, że widok na cały autobus. No i rzeczywiście. Przed nami czteroosobowe miejsce, dwa z jednej, dwa s drugiej. Tyłem do nas siwy, całkiem dobrze prezentujący się mężczyzna, tyłem do nas młoda kobieta, po chwili przodem do nas, siada – pijana, ledwo stojąca na nogach babka, która wydziera się do mężczyzny siedzącego tyłem. Kobieta numer jeden, robi szybki transfer na przód autobusu, bo tutaj moi drodzy, zaczyna się robić kolorowo. Temperatura niezbyt wysoka, a kobieta znalazła się w autobusie w krótkim rękawku, niechlujne ubrana i nie oszukujmy się, zajebana w trzy dupy. Oczy pół przymrużone, uciekały do góry. Zawiesiła jednak ten, swój specyficzny wzrok na facecie i zaczęła swój monolog. Że dlaczego jej to zrobił, jak wygląda, że kurwą jest, ale to przez jego rodzinę, że co się stało, gdzie jej ciuchy, że miała i kurtkę, a teraz wygląda jak wygląda, że jej wstyd przy ludziach, a on się dobrze prezentuje, zawsze dobrze się prezentował, ale gdzie ma skarpetki?, że jest zimno i jej wstyd. Ale kim nie była, czego nie robiła. Mamo wyjeżdżam do Francji, grzeje, on grzeje – chuj w lato autobus ogrzewa. Mamo, dlaczego ona Cię tak pobiła, jak mogła? Mamo, wyjeżdżam do Francji, dlaczego nikomu nie jest smutno i tylko ja płacze. Takie przeskakiwanie z tematu na temat, a udało nam się poznać kawałek jej życia, jakby nie było. Siwy mężczyzna wcale jej nie odpowiadał i już zaczęłyśmy podejrzewać, że nie są razem, aż cicho powiedział – na następnym wysiadamy. Ona, że nie, że nie wysiądzie, niech spierdala. I nagle kocham Cię, wiesz? Właśnie, kurwa widzę. Kocham Cię i nienawidzę za to, co mi zrobiłeś. Kocham Cię, choć nie rozumiem jak mogłeś mnie tak zostawić, w szpitalu mnie zszywali, a Ciebie nie było, leżałeś w domu, pijany. I co jest najdziwniejsze, śmiałyśmy się. Jak kretynki, idiotki. Bo może zabawne momenty by się znalazły, ale tak na dłuższą metę, to raczej smutne było, wbijające w ziemię nawet. Widać przecież, że kobieta wcale nie była głupia, tylko zniszczyła się zbyt mocno i już nic na to poradzić się nie da. I wiesz, wtedy zaczęłam się zastanawiać jak daleko do takiego stanu mojej matce. Magda powiedziała, że czuła się trochę jak w teatrze, że strasznie realistycznie o tym wszystkim opowiadała, jakby grała jakąś sztukę. Fajnie, że w teatrze, bo ja czułam się trochę jak w domu. Dlatego tak dobrze jest myśleć o rzucaniu plecakami, niepotrzebnych biegach, piskach, lepiej poczytać coś, oderwać się. Aha, wspominałam już, że w końcu wiem jak zginął mój ojciec? No tak, wiem – zginą śmiercią tragiczną. Będziesz miała co wspominać dziewczyno, poważnie.
„Dobrze wiem, że to przejdzie w końcu i osiedlem przejdę się w słońcu, ale gdzieś w środku mam smutek głębszy niż kałuże za oknem, on nie minie – zagłuszę go na wiosnę.” wiedzmy 2008-09-16 19:19:22 skomentuj (1) |
| blog |