księga

2011
listopad
2009
listopad
czerwiec
styczeń
2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik


tak bywa
matka szaleje
matka ją opierniczyła
bo zupa była za słona

czytam
skrajność
klasa na obcasach

bywam
grono

znajome blogi
Radek
pinezka
Ania
Ela
Monika


tytuł nie może byćpusty
Dzisiaj sobie przypomniałam o tym miejscu, co je lubie mieć w tym świecie internetowym i za nic nie chciałabym aby zniknęło. Mój brat ma teraz osiemnaście lat, nie jestem już szczylem nad szczyle i wyszły naturlanie z życia mego rozterki z dupy. Jaja. Bez odbioru.
wiedzmy 2011-11-07 19:53:55 skomentuj (0)
O.
Już na nic nie czekam, mam to co mam.
wiedzmy 2009-11-25 14:53:23 skomentuj (2)
siewka
dużo czasu upłynęło od ostatniej notatki, dzisiaj sobie o starym blogu przypomniałam. i w szoku, w szoku jak długie mam tutaj archiwum.
wiedzmy 2009-06-25 19:23:38 skomentuj (0)
przyszła
starość.
wiedzmy 2009-01-03 12:51:04 skomentuj (0)
Październik
Wiesz, że pierwszego, minęły cztery lata, odkąd założyłam tego bloga?
Kto by przypuszczał, że będzie to trwało tak długo.
Wtedy byłam w gimnazjum, a teraz studia, STUDIA.


wiedzmy 2008-10-05 20:13:43 skomentuj (0)
Śmieję się
Znalazłam kapcia, nowego bloga też. Choć szkoda cholernie archiwum, to innego wyjścia nie widzę. Na razie więc.
Do zobaczenia w innym portalu! ;)


wiedzmy 2008-09-21 13:01:52 skomentuj (1)
Pijemy wino?
Tak jakby zaczęły mnie łapać wyrzuty sumienia. Sama nie wiem, czemu się tak uniosłam i generalnie zaczęłam się zastanawiać dlaczego ja mam złośliwość wpisaną w życie? Bo ja tak często mogę. I co by się stało, gdybym naprawdę nagle pod tramwaj wpadła, wiesz gdyby moje lęki się spełniły? Pewnie nikt by nie tęsknił -bo chamskich ludzi nikomu nie brakuje! I od dziś jestem miła. Tak miła, że ciotka zaczęła się pytać co się stało, o co chodzi i czego chcę? - No weź i tak źle i tak nie dobrze, do tego chcę, chcę kaskę pożyczyć, ale z takim zdemaskowaniem mnie godzine temu, to jestem już przegrana na starcie.

Jeśli miałby możliwość przeczytania, mogłabym napisać - przykro mi Grzegorz, że tak się na Tobie wyładowałam, za wszystko co mnie ostatnio spotkało - no sorry, ej - ale dalej Cię nie lubię, wiesz.

Wciąż nie mogę znaleźć kapcia, cios. Zwykłe mieszkanie, nie jakiś pałac, a ja od dwóch dni szukam - chodzę w dwóch różnych - aktualnie. Dzisiaj Wrocław nocą, będzie grany - wybieramy się do pasjeczki, jak to zwykle bywa - choć przyznam szczerze, że już te całe wypady zaczynają mi wychodzić bokiem, jedyny plus taki, że z Selwą zawsze bawię się najlepiej. No i w ogóle postanowiłam, że tak bez wczutki, Gosia i wtedy jest najlepiej.



wiedzmy 2008-09-19 16:19:45 skomentuj (0)
Jak bardzo mi przykro
Strasznie mi przykro, poważnie - nie chciałam nikogo urazić - a poważnie? Przykro mi jedynie, że nie mogę od dwóch godzin znaleźć kapcia.

I tak jedynie, do Twojej wiadomości - nie podawałam Ci adresu - do, przyznajmy to szczerze, jakiejś formy mojego pamiętnika (choć słowo jest głupie i nie na miejscu, lekko) - dlatego takie  upublicznianie swojego bólu, jest dla mnie niezrozumiałe. Jak się kogoś szpieguje, to z natury robi się to w ukryciu.




wiedzmy 2008-09-17 22:24:52 skomentuj (7)
Dlaczego Magda pije wino z Makim?
Jestem z siebie dumna. Taka zmiana od rana - kto by się spodziewał. Dzisiaj już dwukrotnie zniknęły mi z telefonu wiadomości od Magdy, co skutecznie uniemożliwiło mi normalne odpisanie na otrzymanego esa. Niedobrze. A tam jakieś informacje o piciu. Teoretycznie wpis ten, miał mieć głębszy sens - ale aktualnie nie pamiętam jaki.

Bo dlaczego weeds się skończyło, dlaczego zawsze kończy się w takich momentach? Nie czytałam dzisiaj nic, poza gazetami, nie rozwijam tym samym swojego intelektu, a to prowadzi bezpośrednio do upodlenia mojego języka. Co więcej, zaczynam popełniać błędy ortograficzne w najprostszych słowach, a później dwóch W mnie upomina. Siara.


wiedzmy 2008-09-17 21:26:07 skomentuj (0)
Moje oczy są zielone, bo jem dużo warzyw
Cud, albo mega szybka rekonwalestencja - lepiej mi. To chyba jednak nie była choroba, tylko kac dziwny. Poleżało się trochę w łóżku, wypiło pare kubków herbaty, przeczytało dodatek do polityki - bo na polityke to chyba jeszcze za głupia jestem, co? Nie no, nie mam zwyczajnie, jutro przeczytam. I pstryk, do przodu. Co nie zmienia faktu, że do domu nie pojechałam i zapomniałam, że miałam się zręczną wymówką posłużyć i niczym się nie posłużyłam. Mama będzie niepocieszona, cóż. Właśnie mi się ipod wyładował, a tam męcze dzień cały dinala, wiesz przecież czytając przy tym archiwum bloga i o ile to możiwe, jaram się jeszcze bardziej samą muzyką. I spójrz całkiem normalni ludzie też mają strony typu blogi, nie ma się czego wstydzić, poważnie. Ale przybijmy piątke Gosia, wybranie nazwy było strzałem w dziesiątkę, teraz po latach widzę to. Wiedzmy, weź. Wiedzmy, że Gosia przyszłościowo nie myślała - wtedy, a nie tak, że wcale nie myślałam - no bez przesady. Humor mi skoczył do przodu w oka mgnieniu, widzisz? I tak wolę mieć lato w lecie, niż zimę w lecie - nie przekonasz mnie. Teraz to, się już doszczętnie rozładował, ipod oczywiście – to źle. Gruby Gilis ma opis – zimno – a przecież, co nieco go grzeje – nie rozumiem, więc skąd te żale – nienawidzę człowieka . Dlaczego Nancy jest w ciąży? I zajebiście, że ledwo net chodzi. Nic się nie ładuje, nic.
wiedzmy 2008-09-17 20:33:10 skomentuj (0)
Kto schował lato, gdzie?
Pogoda grypowa, no fajnie. Chyba coś o tym wiem. Obudziłam się rano, może nie tak rano, bo już mniej więcej koło 13 było - nie czułam się zbyt dobrze. Zrzuciłam wszystko na karb kaca, którego de fakto mieć nie powinnam, bo poprzedniego dnia może dwa piwa wypiłam. I nie miałam! Jestem chora, jakie to zaskoczenie? Weź. A miałam jechać do matki, coś jej przekazać, pokazać - i teraz sprytnie muszę się z tego wymigać. Idę spędzić popołudnie z książką, herbatą i polopiryną. Cześć!

Weź ten WordPress, to zajebista sprawa jest.


wiedzmy 2008-09-17 15:05:06 skomentuj (4)
Do 24 jest kalendarzowe lato, ja chcę lato - no!

Traktat o łuskaniu fasoli, bo przecież każdy robił głupie rzeczy w szkole, gorzej jeśli kończąc ją, nie przestaje.
Bo wiecie, dziwna sprawa, ale już nigdy nie usłyszę dzwonka, nie będzie przerw, ani rozpoczętych lekcji. Będą za to wykłady - dzień dobry państwu, do widzenia państwu - tego typu rzeczy.

 

W podstawówce ostatnia lekcja kończyła się chwile przed dzwonkiem, każdy – KAŻDY był już spakowany, siedział w ławce zwarty i gotowy. Dzwonek, moi państwo rozpoczynał bieg długodystansowy do szatni. Głupota, ale wtedy była to jedna z najlepszych, szkolnych rozrywek, lepsze niż czwartki lekkoatletyczne, bez kitu. Wyobraź sobie chmarę dzieciaków biegnących przez jeden korytarz, zakręt, holl i długi, główny korytarz, na finiszu rzut plecakiem, który zatrzymywał się po przejechaniu piętnastu metrów szkolnej posadzki, zazwyczaj na kaloryferze – tego nikt nie widział, każdy biegł dalej. Szatnia w piwnicy, schody wąskie jak cholera i banda bachorów, bo czemu nie. Nadal dziwię się, że nikt się tam wtedy nie połamał. Szatnia w piwnicy, zajebista sprawa – zwłaszcza, że klasowo mieliśmy zmieścić się w boksach dwa metry na cztery – nie byłoby to trudne gdyby każdy nie ładował się tam w tym samym momencie i gdyby jednocześnie nie gasili światła. Piski, wrzaski, przewracanie się w ciemnościach, od czasu do czasu panika. To była zabawa, to był szczyt szaleństwa. A teraz pokaż mi dzieciaka, który w wieku 11 lat będzie bawił się w ten sposób? Nie znajdziesz. I nawet nie wiem co się stało, co mnie nagle naszło. Po prostu przypomniałam sobie, że od kilku dobrych lat nie robiłam czegoś równie durnego, a przypomniałam o tym sobie, czytając książkę.

 

Specyfika komunikacji miejskiej, zero prywatności – czytam, ktoś spogląda mi bezczelnie przez ramię, rozmawiam przez telefon, nasłuchują, ktoś rozmawia – jasne, że ja, słucham. Tłok ścisk, kontakt chciany czy niechciany. Ale, w miarę możliwości można się postarać zostać anonimowym, jeśli się chce, oczywiście.

 

Wsiadamy dziś z Magdą do 710 na kwiskiej, całkiem kulturalnie, mało ludzi, usiadłyśmy nawet. Celna uwaga Selwy, że miejsca przednie, że widok na cały autobus. No i rzeczywiście. Przed nami czteroosobowe miejsce, dwa z jednej, dwa s drugiej. Tyłem do nas siwy, całkiem dobrze prezentujący się mężczyzna, tyłem do nas młoda kobieta, po chwili przodem do nas, siada – pijana, ledwo stojąca na nogach babka, która wydziera się do mężczyzny siedzącego tyłem. Kobieta numer jeden, robi szybki transfer na przód autobusu, bo tutaj moi drodzy, zaczyna się robić kolorowo.

Temperatura niezbyt wysoka, a kobieta znalazła się w autobusie w krótkim rękawku, niechlujne ubrana i nie oszukujmy się, zajebana w trzy dupy. Oczy pół przymrużone, uciekały do góry. Zawiesiła jednak ten, swój specyficzny wzrok na facecie i zaczęła swój monolog.

Że dlaczego jej to zrobił, jak wygląda, że kurwą jest, ale to przez jego rodzinę, że co się stało, gdzie jej ciuchy, że miała i kurtkę, a teraz wygląda jak wygląda, że jej wstyd przy ludziach, a on się dobrze prezentuje, zawsze dobrze się prezentował, ale gdzie ma skarpetki?, że jest zimno i jej wstyd. Ale kim nie była, czego nie robiła. Mamo wyjeżdżam do Francji, grzeje, on grzeje – chuj w lato autobus ogrzewa. Mamo, dlaczego ona Cię tak pobiła, jak mogła? Mamo, wyjeżdżam do Francji, dlaczego nikomu nie jest smutno i tylko ja płacze.

 

Takie przeskakiwanie z tematu na temat, a udało nam się poznać kawałek jej życia, jakby nie było. Siwy mężczyzna wcale jej nie odpowiadał i już zaczęłyśmy podejrzewać, że nie są razem, aż cicho powiedział – na następnym wysiadamy. Ona, że nie, że nie wysiądzie, niech spierdala. I nagle kocham Cię, wiesz? Właśnie, kurwa widzę. Kocham Cię i nienawidzę za to, co mi zrobiłeś. Kocham Cię, choć nie rozumiem jak mogłeś mnie tak zostawić, w szpitalu mnie zszywali, a Ciebie nie było, leżałeś w domu, pijany.

 

I co jest najdziwniejsze, śmiałyśmy się. Jak kretynki, idiotki. Bo może zabawne momenty by się znalazły, ale tak na dłuższą metę, to raczej smutne było, wbijające w ziemię nawet. Widać przecież, że kobieta wcale nie była głupia, tylko zniszczyła się zbyt mocno i już nic na to poradzić się nie da. I wiesz, wtedy zaczęłam się zastanawiać jak daleko do takiego stanu mojej matce.

   

Magda powiedziała, że czuła się trochę jak w teatrze, że strasznie realistycznie o tym wszystkim opowiadała, jakby grała jakąś sztukę. Fajnie, że w teatrze, bo ja czułam się trochę jak w domu.

 

Dlatego tak dobrze jest myśleć o rzucaniu plecakami, niepotrzebnych biegach, piskach, lepiej poczytać coś, oderwać się.

 

Aha, wspominałam już, że w końcu wiem jak zginął mój ojciec? No tak, wiem – zginą śmiercią tragiczną. Będziesz miała co wspominać dziewczyno, poważnie.

 

„Dobrze wiem, że to przejdzie w końcu i osiedlem przejdę się w słońcu, ale gdzieś w środku mam smutek głębszy niż kałuże za oknem, on nie minie – zagłuszę go na wiosnę.”


wiedzmy 2008-09-16 19:19:22 skomentuj (1)
Długość dźwięku samotności
Lato dobiega końca, a było to, najlepsze lato mojego życia. Masa nieprzewidzianych zdarzeń i jednak w większości przypadków, pozytywnie zakończonych sytuacji. I już prawie koniec wakacji pełnych luzu, intensywności, dobrej muzyki, spontaniczności - koniec. A ja nadal nie wiem, co mam zrobić.

Wrócić do domu? Niby takie proste i nawet zdawać by się mogło, że wykonalne - ale tylko do czasu, gdy mnie tam nie ma. Weź bądź mądra i zdecyduj, podejmij decyzję w sytuacji bez wyjścia. A ja muszę. Więc tym razem sama nie wiem jak to się wszystko skończy i na jak długo, nie wiem. A przecież piłyśmy z Magdą za to, żeby się w końcu odmieniło, nie poszło najwyraźniej.

Śmiać mi się chcę, gdy sobie pomyślę, jak wczoraj dziwnie sprawy się potoczyły, kolejna przygoda z Selwą, nie ma jak to zabawa w dobrym i tak cholernie znanym towarzystwie.

Lato dobiega końca, pogoda się załamuje, a ja sama nie wiem, co zrobię - ale - it's all right, wszystko okej, a co u Ciebie?




wiedzmy 2008-09-13 20:32:07 skomentuj (0)
Some people graduate, but we still stupid
Strzelę sobie w stopę - innego wyjścia nie widzę.

Nie znalazłam jeszcze tego cholernego mieszkania, nie ma chyba bardziej frustrującej czynności niż takie bezowocne szukanie. Poza tym, jestem zmuszona do znalezienia sobie pracy na okres września - tylko i wyłącznie przez swoją głupotę. Nie chciało się Gosi pracować w Anglii dwa tygodnie, to tutaj czas ruszyć dupę na okrągły miesiąc.
Wszystko jest nie tak jak być powinno, nie chce mi się nawet zbyt wiele planować. Studia naprawdę przerażają, bo Ci ludzie to nie moja liga, tak czuję. I jeśli nadal wszystko będzie się tak chrzanić, to początek listopada powitam w Wielkiej Brytanii.
Oby się odmieniło.


wiedzmy 2008-08-31 12:36:07 skomentuj (1)
Home sweet, home
Raz, dwa, trzy.

Znasz ten stan, kiedy siedzisz i myślisz przez dłuższą chwilę nad tym, co miałaś w danej chwili powiedzieć bądź zrobić? To uczucie, które ogarnia człowieka tylko wtedy, gdy jest sam i czuje, że teraz nic nie trzeba, ot pustka. Siedzę sama w mieszkaniu i w końcu odpoczywam.  Bo wszystkim można się zmęczyć, szczęście może się skończyć, a pech dopaść. Stosunek do małych dzieci diametralnie zmienić, a miesięczna nieobecność spowodować duże zaległości.

Polska --> Anglia

Przyleciałam o 2 w nocy na małe lotnisko w obcym kraju, nie działał mi telefon. Oni pomylili miejsca i pojechali na inne lotnisko. Spokojnie, Gosia dała jakoś radę - dotarłam. Później już z górki i sama radość spowodowana widokiem mojej jednak kochanej siostry. Praca jak praca, cztery dni i sobie odpuściłam, bo w końcu mam wakacje, prawda?
Wypłata przed wyjazdem, samolot i szybki transfer nad polskie morze.

Anglia ---> Polska ?

Tylko tutaj moi państwo znowu nie poszło. Kochana siostra pomyliła numer konta, dlatego na wypłatę nadal czekam, rezerwacja biletu okazała się spierdolona, o czym dowiedziałam się dopiero na lotnisku przez co powrót do Polski się nie udał. Wyjazd nad morze mnie ominął, a kasa, z którą było i tak krucho popłynęła jeszcze dalej, dalej od nieszczęsnej Gośki.
Ale nie denerwujmy się, bo dlaczego? Po co, miałabym się denerwować?
Na szczęście, podróż na lotnisko - numer dwa okazała się ostatnią i oto jestem. I już tęsknię za nimi, i szkoda mi, że mnie tam nie ma, a jednocześnie cieszę się jak małe dziecko, że jestem tutaj, w domu, oh.  A na miejscu jaja straszne, weź to ogarnij. Ktoś kogoś kocha, ktoś odchodzi, ktoś okazuje się być skurwielem, a ktoś inny dzieckiem, któremu zabawa w dorosłość nie wyszła na dobre. I to wszystko w jeden nieszczęsny miesiąc, poważnie. W tym momencie pozdrawiam również kochaną mamę, na którą mogę liczyć zawsze - spieprzyć sprawnie i szybko moją radość i dobry humor, to ona potrafi bezbłędnie.

Słodko gorzki był to czas. Zdałam maturę, dostałam się na studia i wykorzystałam tym samym całe szczęście, zabrakło mi go na tym wyjeździe, zabrakło przy powrocie - pstryk i koniec. Innego wyjaśnienia nie odnajduję w tym momencie.

I oto jestem, siedzę sama w pustym mieszkaniu i odpoczywam, bo w końcu mam wakacje. I mogę!
A teraz sobie zapalę po kolacji, otworzę okno, usiądę na parapecie i spale szluga - zupełnie nie przejmując się tym czy ktoś wejdzie do pokoju. O tak.

Więc it's all right, wszystko okej. A co u Ciebie?



wiedzmy 2008-08-16 23:00:53 skomentuj (6)


[ Am & layout4you ]